polskagazeta

Archive for Listopad 2011|Monthly archive page

Jak trwoga, to do „GP”?

In Komentarz on Listopad 27, 2011 at 7:14 pm

Związany z „Gazetą Polską” portal niezależna.pl donosi, że Jarosław Kaczyński wzywa wszystkich zwolenników PiS do zwarcia szeregów. „Szczególnie ważna jest konsolidacja z klubami >>Gazety Polskiej<<” – miał powiedzieć prezes na sobotniej Radzie Politycznej partii.

Niełatwo oprzeć się wrażeniu, że rozłam na prawicy okazał się ciosem dla Kaczyńskiego. Jego autorytet został właśnie podważony, i to przez polityków dużo młodszych. Wobec tego szef PiS stara się zebrać wokół siebie jak najwięcej wyborców. Nic dziwnego, że szczególnej szansy upatruje w „betonowym” elektoracie, skupionym zwłaszcza wśród środowisk „Gazety Polskiej” i innych mediów lubiących nazywać siebie „drugim obiegiem”. Oni się raczej do ziobrystów nie przyłączą.
Zdaniem Kaczyńskiego konserwatyści muszą współpracować, by zapobiec rozdrobnieniu prawicy, jakie panowało w latach 90. „Jeżeli teraz dojdzie do rozdrobnienia, zyska na tym PO. Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego było bardzo mocne, a wybory nowych ludzi na miejsce m.in Zbyszka Ziobro pokażą, że tylko PiS jest nowoczesną prawicą” – powiedział niezależnej.pl anonimowy poseł tej partii.
Tylko PiS nowoczesną prawicą? Ciekawe, w jaki sposób prezes planuje takie odświeżenie wizerunku. Odmłodzenie partii? Przecież młodzi politycy właśnie go zawiedli, zakładając konkurencyjne ugrupowanie. Młode, atrakcyjne kandydatki na plakatach wyborczych też się nie sprawdziły. Mariusza Kamińskiego na stanowisku wiceprzewodniczącego PiS też ciężko uznać za powiew nowoczesności.
Ale może prezes Kaczyński ma jeszcze jakieś pomysły w zanadrzu.

fot. Kolanin / Creative Commons

Reklamy

Zadyma z pobudek patriotycznych

In Polemika on Listopad 13, 2011 at 2:30 pm

Tekst Ryszarda Czarneckiego „Mój 11 listopada” ukazał się na portalu niezależna.pl na dzień przed Świętem Niepodległości. Autor kreśli w nim ponurą wizję obchodów, pisząc: „Bojówki z Berlina mają tłuc Polaków, aby „zablokować” rocznicowy marsz z okazji Święta Niepodległości. Słowa „zablokować” używam w cudzysłowie, bo chodzi o ordynarną przemoc, bicie, rzucanie kamieniami i koktajlami Mołotowa”. 11 listopada 2011 to już (czarna) karta historii, można więc zweryfikować prognozy Czarneckiego.

Niemieccy anarchiści owszem, przyjechali. Czy rzeczywiście tylko po to, żeby „tłuc Polaków”? A może też po to, by wyrazić swój sprzeciw wobec światopoglądu owych Polaków – radykalnych narodowców, którzy sami nie stronili kilka dni temu od agresji. I to wskutek eskalacji przemocy po obu stronach barykady doszło do ostrych zamieszek. Wina nie leży tylko po stronie „bojówek z Berlina”.

„Do worka z napisem „polscy faszyści” wrzuca się też kibiców piłkarskich, którzy z pobudek patriotycznych zjadą się do Warszawy 11 listopada z całej Polski, a także wielu młodych i starszych ludzi, którzy po prostu kochają Polskę i chcą właśnie w taki sposób uczcić Jej święto.” – pisał Ryszard Czarnecki. W rzeczy samej, dwa dni temu można było się przekonać czy to właśnie „patriotyczne pobudki” kierowały uczestniczącymi w marszu „kibicami” (raczej kibolami). Pięknie je zademonstrowali, atakując policjantów, demolując ulice swojej stolicy, wyzywając i bijąc mających inne poglądy rodaków. Wzruszający pokaz miłości do ojczyzny i świetny sposób na uczczenie jej święta.

Ale i tak największe oburzenie wywołała obecność Niemców. Bo jak to – nie będą nam obcy kraju rozwalać. Przecież sami sobie najlepiej z tym poradzimy. Nie tylko od święta.

„Gazeta Polska” wydała wyrok

In Komentarz on Listopad 7, 2011 at 6:37 pm

Portal internetowy „Gazety Polskiej” donosi o tragedii, która rozegrała się w Hiszpanii. W październiku tego roku Polka pracująca na plantacji truskawek została oskarżona o zabójstwo swojego dziecka. Ciało znaleźli przechodnie. Śledztwo jest w toku, a do wydania wyroku konieczne jest postępowanie karne.

Nie przeszkadza to dziennikarzowi „Gazety Polskiej” zadecydować o rozstrzygnięciu sprawy nazywając matkę zabójczynią. „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” – wbrew pozorom radykalna prasa katolicka daleka jest od miłosiernej wyrozumiałości wobec oskarżonych. Nie chodzi jedynie o moralną ocenę problemu, lecz o warsztat dziennikarski. Naczelna zasada obiektywizmu dziennikarskiego  została złamana.

 

fot. Wikipedia/CC/John Massey Rhind

 

Prawicowiec w świecie zombie

In Polemika on Listopad 7, 2011 at 6:31 pm

W 43 numerze „GP” (26 października 2011) redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz dzieli się refleksją na tematy powyborcze („Wszystko po staremu? Nie wszystko…”). Z zauważalnym niesmakiem podsumowuje, że „wylazły wszystkie trupy III RP” i „zrobiło się po prostu obrzydliwie”.  Powrót na salony Jerzego Urbana, polityczna reaktywacja Leszka Millera i medialna Adama Michnika – wszystko to przypomina  naczelnemu „GP” sytuację sprzed piętnastu lat. Z niewielkim wyjątkiem – teraz w Sejmie pojawił się Janusz Palikot, czyli „dziecko spłodzone przez Urbana i Michnika”. A wraz z nim inne osobistości (osobliwości?) – „pani Grodzka” i „niejaki Biedroń”.  Ale nic to, bo jak zauważa Sakiewicz, istnieje potężny ruch oporu. Poza mediami faworyzującymi „trupy III RP” są też inne (jak skromnie zauważa autor, sam kilkoma z nich kieruje). Prężnie rozwija się „drugi obieg filmowy” (ciekawe, jak w kraju, gdzie nie istnieje cenzura, może taki obieg istnieć), Radio Maryja jak zawsze niezawodne, rozrastają się kluby „GP”. Pięknie. Nieco tylko sarka Sakiewicz na „Rzeczpospolitą”, bo się zrobiła „trochę salonowa”. Ale też zwalczana przez zgniły mainstream, więc nasza.

Całe to podziemie ideologiczne jest, jak przypomina autor, prześladowane przez „elity III RP” (wspomniane trupy?). Podobno zombie można pokonać krzyżem i święconą wodą. Wygląda jednak na to, że te polskie są dość odporne. Albo horrory kłamią.

Naczelny „GP” chyba ma trochę za złe prawicy, że nie docenia wkładu jego mediów w jej własny sukces (czyli drugie miejsce w wyborach). Sugeruje, że to właśnie niezależnym i „niezwiązanym z establishmentem” organom zawdzięcza ona taki wynik. Niech więc lepiej o nie dba, bo będzie źle. Albo będzie po prostu jak 15 lat temu – nie dość, że wspomniane elity wiodą prym, to  patrioci stłamszeni.

Ale to raczej mało prawdopodobne, niech się redaktor nie boi – teraz przecież są głoszące prawdę media „drugiego obiegu”. Jego media! A w razie czego, woda święcona pewnie też jest pod ręką.

Polski katolicyzm radykalny

In Komentarz on Listopad 7, 2011 at 10:28 am

Pewien ksiądz na lekcji religii w zamojskim liceum oznajmił, że młodzi ludzie, którzy zagłosowali na Ruch Poparcia Palikota, nie dostaną rozgrzeszania u spowiedzi. Szokujące? Na pewno nie bardziej, niż ksiądz rozpoczynający w czasie ciszy wyborczej kazanie od słów „niech prawo i sprawiedliwość zagoszczą w waszych domach”. Ani od ciągłej nagonki ateistów na katolików. A to wszystko nasze, polskie. Co dokładniej określa polską tożsamość religijną – radykalne komentarze Tomasza Sakiewicza w „Gazecie Polskiej”, czy może antyklerykalne „Fakty i mity”?

 

Religijność Polski B różni się od tej zza Wisły. Chodzenie do kościoła i na lekcje religii jest czymś naturalnym. To część tradycji, z której się wyrasta. Nikt nie ma pretensji do starszych kobiet walczących o miejsce w procesji, a bycie ministrantem jest tylko trochę wstydliwe.

Polska A to religijność bardziej świadoma. Prężnie działające duszpasterstwa akademickie, w kościołach msze dla młodzieży z kazaniami na wysokim poziomie. Z drugiej strony – wzrastająca liczba apostazji.

Najtrudniejsza religijność to ta bezrefleksyjna, odruchowa. I tak odruchowo część z nas słucha ojca Tadeusza, głosuje za jedyną słuszną prawdą. Szuka emocji i sprawiedliwości.

Najbardziej bolesna i chyba najczęstsza niereligijność, to ta po przejściach. Bardzo często osoby, które wnoszą o akt apostazji, kiedyś szukały pomocy w Kościele. Nie znalazły jej, a nawet zostały skrzywdzone.

 

Religijność w Polsce mierzy się przeważnie intensywnością uczucia jakim darzymy instytucję Kościoła katolickiego.  Szkoda, bo przecież powinna to być potrzeba, którą nosimy w sobie. Nie na procesjach ani  manifestacjach.

Mniejszościami wciąż pozostają krytycznie myślący katolicy i nie walczący ateiści. Wciąż blisko nam do skrajności. A niczego na świecie nie trzeba bać się tak, jak radykałów. Po którejkolwiek ze stron.

 

AT